Translate

czwartek, 27 czerwca 2013

Avadhuta Gita, pieśń Oświeconego Rozdział I

Śri Avadhuta Dattatreya

spolszczył Wiesław Sadurski

Avadhuta Gita powstała około 4 tysięcy lat p.n.e. (źródła podają tysiąc lat mniej lub więcej).
Narracja Śri Avadhuta Dattatreya zapisana przez jego uczniów Swama i Kartika - to jeden z najstarszych tekstów hinduizmu.
O Panu Dattatreya czytaj w indyjskim eposie Mahabharata i w Upaniszadach.
To żywe wcielenie Brahmy, Wishnu i Sziwy, indyjskiej trójcy świętej.
Legendarny ascetyczny Jogin, wielbiony jako bóg w północnych Indiach i Nepalu, patron wielu kierunków i szkół Jogi przez tysiąclecia. 

Oto pieśń Śri Avadhuta Dattatreya, wielkiego Guru :
Rozdział I

Pouczenia samowiedzy 1


1

To z łaski Najwyższego budzi się w ludziach tęsknota
do zjednoczenia z Nim, by ocalić życie od udręki.

2

Jakże mam się pokłonić niezmiennej, niezmiernej, niepodzielnej Jaźni,
która wypełnia swą naturą wszystko z własnej mocy?

3

Rzeczy złożone z pięciu żywiołów są jak miraże, nie mają substancji.
Ja jestem bez skazy, Jeden, bez drugiego - komu mam się kłaniać?

4

Wszystko jest absolutną Jaźnią; nie ma podziału, nie ma podobieństwa,
jakże więc orzekać, że 'to' istnieje, 'tamto' nie istnieje?

5

Oto substancja nauk Wedy, esencja wszelkiej wiedzy i czucia -
jestem tą jednorodną samoświetlną Jaźnią, co przenika wszystko.

6

Zaprawdę, jestem bogiem, Jaźnią wszelkiego stworzenia,
Tym, który jest, niepodzielny, z natury czysty i bezgraniczny jak niebo.

7

Jestem nieskończoną, niezmienną, jasną Świadomością,
nie znam rozkoszy i bólu; ciekawe, komu i dlaczego się one zdarzają?

8

Nie myślę źle ani dobrze, nie czynię źle ani dobrze, nie mówię źle ani dobrze.
Jestem nektarem wiedzy, czystej, i poza zmysłami.

9

Jestem poza umysłem, który jak przestrzeń konfrontuje rzeczy,
zdaje się być przeszłością albo wszystkim - ale naprawdę go nie ma.

10

Naprawdę Ja jeden jestem poza przestrzenią i kontynuacją.
Jaki dowód czy wniosek mógłby pomóc w pojęciu, kim jestem?

11

Wiedz, jesteś tym Jednym, żyjesz kompletnie i równo we wszystkim,
bezgranicznie i samoświetlnie - jak możesz troszczyć się o dnie i noce?

12

Wiedz, Jeden mieszkasz zawsze i we wszystkich rzeczach.
Gdy medytujesz nad czymś innym - dzielisz niepodzielne. Możesz?

13

Nigdy się nie rodziłeś, nie umierałeś; nigdy nie miałeś ciała ani nie byłeś ciałem.
Wedy uczą na wiele sposobów, że Duch wspaniały jest wszystkim.

14

Jesteś olśnieniem, najwyższym Dobrem, wewnątrz i zewnątrz, w każdym miejscu i czasie.
Czemu się błąkasz tam i tutaj, jak po nocy zmora?

15

Nie ma unii ani rozłąki - dla mnie, dla ciebie, dla jakiejkolwiek rzeczy.
Nie ma mnie ani ciebie, nie ma uniwersum. Jaźń jedna jest wszędzie.

16

Nie należysz do zmysłów; świat zmysłów nie należy do ciebie.
Jesteś jedyną Prawdą, najwyższą realnością - skądże twoje smutki?

17

Nie ma narodzin i śmierci, dobra i zła, niewoli i wyzwolenia. One są w umyśle.
Synu mój, skąd łzy? Przecież nie mamy imion ani form.

18

O, umyśle! skąd rozczarowania? Czemu się błąkasz jak zmora po nocy?
Porzuć pragnienia, stań się Jaźnią, żyj szczęściem pokoju.

19

Jesteś wszak odkupieniem, prawdą niezmienną, bez sympatii i wstrętu,
dlaczego więc dręczysz się pogonią za spełnianiem zmysłów?

20

Wedy uczą, że Jaźń jest bezimienna i czysta, bez przymiotów i cech,
bezcielesna przenika wszystko wszędzie. Wiedz - to Ty nią jesteś.

21

Nierzeczywiste jest, co przejawia się w formie. Nieprzejawione jest realne.
Kto pojmuje tę prawdę, nie wraca tu przez łono, nie rodzi się znowu.

22

Mędrcy mówią, że rzeczywistość jest Jedna, wszędzie taka sama.
Umysł, porzucając pragnienia, nie myśli o jedni ani o wielości.

23

Jeśli wszystko jest Tym, wolnym z natury - jak może istnieć oświecenie?
Jeśli To zarazem 'jest' i 'nie jest' - gdzie ma być oświecenie?

24

Jesteś Tą jednorodną zasadą, niezmienną, nienarodzoną, nieśmiertelną i czystą.
Jak możesz więc sądzić, że znasz siebie, lub, że siebie nie znasz?

25

Kiedy Wedy mówią 'Ty jesteś To', To oznacza Jaźń, potwierdzenie ciebie.
Gdy mówią: 'ani to ani tamto', to znaczy, że przedmioty zmysłów są nierzeczywiste.

26

Jaźń jest spełniona; ty spełniasz wszystko w sobie twoim własnym kłamstwem.
Umysł nie jest podmiotem ani przedmiotem; jak nie wstyd ci medytować?

27

Jak mogę mówić, że nie znam Dobra; jeśli Go nie znam, jak mogę wielbić?
Jestem Nim przecież, najwyższą prawdą, jakże więc mówić o Nim, modlić się do Niego?

28

Ego to nie Jaźń, która jest poza przyczyną i skutkiem, poza intencją i wyobrażeniem,
poza postrzegającym i postrzeganym, jednorodna i samoświadoma.

29

Żaden przedmiot nie jest realny ani nie jest wieczny. Jedyną prawdą
jest piękno Jaźni - poza zgodą, niezgodą, poza współczuciem i krzywdą.

30

Jesteś tą prostą Realnością, pewną, bezcielesną, poza narodzinami i śmiercią.
Skąd więc i po co szukanie siebie, skąd rozczarowania, złudzenia?

31

Gdy dzban się tłucze, jego wewnętrzna przestrzeń roztapia się w ogólnej, poza rozpoznaniem.
Gdy umysł jest oczyszczony, roztapia się w uniwersalnym, poza rozpoznaniem.

32

Zaprawdę, nie ma dzbana ani przestrzeni w dzbanie, nie ma ciała ani duszy w ciele.
Wiedz, Duch jeden istnieje - poza poznawalnym, poza poznającym.

33

Wiedz, Jaźń jest zawsze i wszędzie, obecna i nieobecna,
istniejąca i nieistniejąca. To ja nią jestem, nie miej wątpliwości.

34

Nie ma świętych ksiąg ani światów, bogów ani ofiar, narodzin, kasty, rodziny.
Nie ma jasnej ścieżki po śmierci ani ciemnej ścieżki. Jest tylko piękno Ducha.

35

Ty Jeden jesteś spełniony, poza substancją i formą, jak możesz więc myśleć,
żeś postrzegalny przez zmysły lub pozazmysłowo?

36

Jedni szukają jedności, drudzy dualności; jedni i drudzy nie znają
bezstronnej Rzeczywistości, poza podziałem na jedność i wielość.

37

Jak mogą rozprawiać o Rzeczywistym, który jest poza kolorem i bielą,
bez dźwięku i bez jakości, poza zasięgiem rozumu i słów?

38

Gdy poznasz, że wszystko, włącznie z tobą, jest złudne jak horyzont,
nałogi dualności rozwieją się same, wtedy pojmiesz Ducha.

39

Nie różnię się od Najwyższego - jest tylko jedno i to samo niebo.
Gdzie ma być więc medytujący, gdzie przedmiot medytacji?

40

Cokolwiek czynię, dostaję, ofiaruję, cokolwiek mnie cieszy -
nic nie jest moje, gdyż jestem bez skazy, bez narodzin i śmierci.

41

Wiedz, wszystko w uniwersum jest bez formy, bez zmiany,
wszystko w tym uniwersum z natury jest absolutne, niewinne i piękne.

42

Zaprawdę jesteś Prawdą, nie miej wątpliwości. Jak możesz myśleć,
że znajdziesz prawdę wewnątrz, lub nie znajdziesz wcale?

43

Mój synu, gdzie jest złudzenie albo brak złudzenia, źródło światła albo cień?
Nigdzie ich nie ma. Wszędzie jest Prawda, nieskazitelna jak niebo.

44

Jestem wolny w początku, pośrodku, w końcu, z natury nieskazitelny i czysty.
Wiem z całą oczywistością, że nigdy nie byłem niewolny.

45

Od nieprzejawionego nasiona do przejawionego kosmosu - nic się nie pojawia,
wszystko jest Duchem. Jak można być wierzącym, panem domu, mnichem?

46

Wiem, jestem niepodzielnie, pełen sensu, jako wszystko, Jaźń.
Powietrze, woda, ogień, ziemia i eter nie mają znaczenia.

47

Jaźń nie jest męska, żeńska ani neutralna, nie jest pomysłem ani domysłem,
jak możesz więc myśleć, że jest radosna albo bez radości?

48

Jaźń nie jest do znalezienia przez praktykę jogi, kontrolę umysłu, oddechu,
ani przez wykład z katedry. Jest, gdy jawi się sama, samoświetlnie, z siebie.

49

Nie ma żadnego ciała materialnego ani duchowego, wszystko jest jednym Duchem.
Jak może więc istnieć czuwanie, śnienie, sen głęboki lub stan oświecenia?

50

Nie jestem niewolnikiem ani wolnym człowiekiem, w niczym nie różnię się od Ducha.
Nie jestem człowiekiem czynu ani zabawy, niczym szczególnym ani też ogólnym.

51

Jak woda, wlana do wody, jest niepodzielnie wodą,
tak Duch i materialny kosmos są nie do odróżnienia.

52

Doprawdy, nie jesteś niewolny ani nie jesteś wolny,
jak możesz więc myśleć, że Jaźń ma formę albo nie ma formy?

53

Znam twą najwyższą postać - samooczywistą jak niebo.
Znam twą cielesną postać - zmienną jak woda mirażu.

54

Nie mam mistrza ani przepisów, nie mam prac ani obowiązków.
Wiedz, z natury prosty i bezcielesny, jestem nagi jak niebo.

55

Jesteś absolutnie czysty, nie masz ciała, rozumu i złudzeń.
Nie wstydź się, powiedz: - Jestem Jaźnią, prawdą wszystkich prawd.

56

Czemu ten szloch, umyśle? Stań się, sam z siebie, Jaźnią, którą jesteś.
Mój synu, pij nektar nie-dualności, niezrównany w smaku.

57

Zaprawdę, nie ma wiedzy ani niewiedzy, ani zmieszania wiedzy i niewiedzy.
Kto to pojmuje, ten staje się wiedzą, samą wiedzą i niczym innym.

58

Nie ma argumentów ani dowodów, nie ma uczenia się ani osiągania oświecenia.
Jestem spontaniczną stałą świadomością, naturalną jak niebo.

59

Nie jestem narodzony, nie jestem śmiertelny; nie czynię dobrze, nie czynię źle.
Jestem nieskazitelny, bez jakości - jak może istnieć niewola albo wyzwolenie?

60

Jeżeli bóg jest wszędzie, doskonały, jednaki - to nie znajduję różnicy między nim a mną.
Jakże mógłby być wewnątrz? Jakże mógłby być zewnątrz?

61

Świat pojawia się, raz za razem, jako niepodzielna całość, rzeka świadomości.
Uważaj na złudzenia, naigrywania się, na fantazje o unii i różnorodności!

62

Gdy raz na zawsze wszystko materialne i niematerialne jest odrzucone,
wtedy tylko Absolut jaśnieje, poza różnicą i brakiem różnicy.

63

Nie masz matki ani ojca, żony ani syna, nie masz krewnych, przyjaciół ni wrogów.
Nie masz upodobań ani odrazy. Skąd więc twa niepewność?

64

O, umyśle! nie ma dnia ani nocy, ani wschodu ani zachodu słońca.
Jakże rozsądny człowiek może myśleć o formie Tego, który bezcielesny?

65

Nie jestem podzielny ani niepodzielny, ani zadowolony ani zrozpaczony,
nie jestem częścią ani całością. Niewyczerpalny, jestem Jaźnią.

66

Nie sieję ziarna czynów, nie zbieram żniwa; nigdy nie siałem, nie zbierałem, i nigdy nie będę.
Nie mam ciała, nie jestem bezcielesny. Jak mógłbym mówić: to 'moje', a tamto 'nie moje'?

67

Nie znam pożądań ciała i umysłu, nie znam cierpień powstających z ciała i umysłu.
Wiedz, jestem Jaźnią, rozległą i prostą jak niebo.

68

Drogi umyśle, jaki pożytek z gadania? Drogi umyśle, To - jest poza dowodem.
Mówię ci oto esencję istnienia - jesteś Prawdą, porównywalną tylko do nieba.

69

Gdziekolwiek jogin umiera, w jakimkolwiek stanie i okolicznościach -
rozpuszcza się w Duchu jak przestrzeń stłuczonego dzbana w ogólnej przestrzeni.

70

Może porzucić ciało w świątyni albo w lepiance, zapomniany przez wszystkich,
jego pokój niesie mu wolność, staje się jednym z Duchem.

71

Jogin patrzy na obowiązki, ambicje, bogactwa, ludzi i zwierzęta,
na wszystko ruchome, wszystko nieruchome, jak na wodę w mirażu.

72

Wiem z całą jasnością - nie czynię pracy ani przyjemności, i nie odpowiadam za nie
ani w przeszłości, ani dzisiaj, ani też w przyszłości.

73

Poświęcony wodą równości Avadhuta żyje nagi w opuszczonej wiosce,
szczęśliwy, bez dumy, osiąga w sobie Absolut.

74

Osiąga Jaźń, gdzie nie ma czuwania, śnienia, snu głębokiego ani oświecenia,
ani religii ani braku religii. Jakie zniewolenie może go dotknąć, jakie wyzwolenie?

75

W Jaźni nie ma zaklęć ani talizmanów; nic do uczenia się, nic do studiowania.
W świadomości najwyższej Avadhuta pleciuga śpiewa rozkosze serca, wspaniałości prawdy.

76

Wszystko ani istnieje ani nie istnieje. Wszystko jest ani prawdziwe ani nieprawdziwe.
Mówię o Jaźni spontanicznie, z mej własnej natury. Mówię czystą wiedzę.




poniedziałek, 6 maja 2013

Rozwój Męskości



"Zasadniczy męski styl poszukiwań to styl wojownika, bohatera lub wizjonera. Męska siła jest ukierunkowana i prowadzona przez wizję wolności. Męska energia przecina przez przeszkody, jakie stają na jej drodze. Nic nie odwodzi męskości od celu wolności. Jednak nie wszyscy mężczyźni używają swojej męskiej energii do poszukiwania wolności w ten sam sposób.
Sposób w jaki mężczyzna poszukuje wolności zależy od jego szczególnych potrzeb, które zazwyczaj zmieniają się w jego życiu etapowo.
Potrzeby pierwszego etapu dotyczą zdobycia czegoś - pożywienia, pieniędzy, seksu, władzy lub sławy. Mężczyzna pierwszego etapu zazwyczaj tworzy ze swoją kobietą związek zależności.


Potrzeby drugiego etapu dotyczą samodoskonalenia, autentyczności, bycia w kontakcie ze swoją wewnętrzną energią i tworzenia na ziemi Ogrodów Edenu. Mężczyznę drugiego etapu interesuje stworzenie z kobietą związku 50/50.
Potrzeby trzeciego etapu dotyczą odpuszczenia własnej definicji, rozluźnienia własnej niekończącej się pogoni za spełnieniem, odczuwania poprzez napięcie danej chwili i poddawania własnych ograniczeń, kiedy każda chwila pojawia się i rozpuszcza w miłości. Mężczyznę trzeciego etapu cieszy związek z kobietą oparty o praktykę intymnej komunii.

Męska siła wygląda różnie w zależności od tego, jakie potrzeby są dla mężczyzny najważniejsze. Na przykład mężczyzna pierwszego etapu poszukuje wolności starając się coś zdobyć. Skoro jego poszukiwanie to wysiłek zdobywania, urażony jest kiedy ktoś podkreśla, że czegoś nie ma, czy to rozumu, czy pieniędzy, czy kobiet. Mężczyzna pierwszego etapu to mężczyzna nabywania, gromadzenia. Widzi wolność jako coś co można dostać. Jest mechanikiem samochodowym marzącym o swoim własnym warsztacie. Jest drapieżnikiem na Wall Street. Jest lekarzem z Mercedesem i kochanką. Jest mężczyzną, którego cel leży gdzieś poza jego ciałem, poza tą chwilą, a on zamierza go zdobyć. Zwycięstwo pierwszego etapu dotyczy zdobycia świętego obiektu - gotówki, samochodu, kraju. Mężczyzna pierwszego etapu to facet gromadzenia, zdobywania i rozrośniętego własnego wizerunku.

Mężczyzna drugiego etapu wygląda całkiem inaczej. Mężczyzna drugiego etapu nie wyrusza do walki ze swoimi wrogami, idzie walczyć ze swoimi ograniczeniami. Nie próbuje zdobywać coraz więcej, stara się polepszyć to kim jest. Nie chce więcej, chce lepiej. Wolności szuka poprzez transformację siebie i świata, a nie poprzez opanowywanie i zdobywanie rzeczy i innych ludzi.
Mężczyzna drugiego etapu walczy z własnymi demonami i wyłania się zwycięski i pełny, zbalansowany, bohater własnej integracji. Jeśli boi się wysokości uczy się skakać na spadochronie. Jeśli boi się intymności używa terapii by pomóc sobie wzrosnąć ponad bariery jakie stworzył w dzieciństwie. Próbuje zmienić zrozumienie samego siebie studiując filozofię lub ezoteryczną duchowość. Chce przemienić świat zewnętrzny z pola walki w ogrody Edenu. Mężczyzna pierwszego etapu chce zostać bohaterem zdobywania; mężczyzna drugiego etapu próbuje zostać bohaterem przemiany.

Bohater pierwszego etapu to zwycięzca stojący na szczycie własnej góry bogactwa, zgładzonych wrogów i pokornych podwładnych. Bohater drugiego etapu to zwycięzca stojący na szczycie samokontroli, wewnętrznego mistrzostwa, nieskazitelnego działania. Zwyciężył – jest w pełni swoim mistrzem, jest autentyczny i pełny, całkowicie odpowiedzialny za własne szczęście. Może iść tam, gdzie chce i kiedy chce. Może kochać tego, kogo zechce, być może jedną lub dwie kobiety, a może samego siebie. Mężczyzna drugiego etapu jest wolnym duchem, mężczyzną renesansu nowej ery, mężczyzną wewnętrznej ewolucji i zewnętrznej przygody – nie przygody zdobywania osobistego bogactwa, ale tworzenia bardziej utopijnej drogi życia.

Mężczyzna drugiego etapu także sam siebie zwodzi. Mężczyzna pierwszego etapu jest przynajmniej szczery co do swoich chęci: chce dużych pieniędzy i dużych piersi. Mężczyzna drugiego etapu często skrywa swoją pustkę, swoje własne potrzeby, nawet przed samym sobą. Przez dziesięć lat praktykował medytację, podróżował po Azji i Indiach, jest mistrzem Aikido i psychoterapeutą, i w zasadzie nic fundamentalnego się nie zmieniło. Nadal czuje się niedokończony.


Wiele rzeczy jest o wiele łatwiejszych niż było kiedyś, ale nadal nie jest wolny. Nadal jest zamknięty we własnych lękach. Nadal ogranicza go strach przed śmiercią, lęk przed oddzieleniem, lęk przed przegraną. Poza tym teraz jest już starszy i nie ma już takiej energii i determinacji jak kiedyś. Stworzył sobie w świecie wygodne miejsce i mimo, że wstydzi się do tego przyznać, nie chce ryzykować zbyt dużej straty. Jednak nie ma wyboru. Jego przekształcająca się męska energia skłania go do starannego przyjrzenia się swojemu życiu i zmierzenia się z konsekwencjami prawdy.

Mężczyzna drugiego etapu nagle otwiera oczy i widzi swoje życie takie na jakim poprzestał. Czuje swoją własną nikłość, swoje lęki, swoją mierność i zaczyna się wewnętrznie spalać. Jego drogocenne „ja”, które tak długo opanowywał, teraz zdaje mu się być klinczem. Jego życie, które kiedyś zdawało się takie proste, teraz zdaje się być nużącym ciężarem. Jego związki i kariera ciążą mu fałszywymi zobowiązaniami. Boi się tego wszystkiego porzucić, ale nieustanny zacisk w jego wnętrzu staje się zbyt trudny do wytrzymania.

To beznadziejna sytuacja. Jest absolutnie niespełniony. Załamanie się nadziei i świadomość bezcelowości doprowadziła go na skraj i nie ma naprawdę wyboru: oswobadza się w otchłani. Umiera w kryzysie. Jego samowystarczalność i wartość siebie spadają do zera.

Jeśli pozostanie na miejscu, nie dodając sobie pocieszenia w cierpieniu, jeśli pozostanie wojownikiem z otwartym sercem, nawet na samym dnie, wtedy stanie się cud. Ponieważ wie, że na niczym nie może polegać, uwolnił się od wszelkiego fałszywego wsparcia. Ponieważ wyrósł z potrzeby pierwszego etapu zależności od czegoś poza nim, a także z potrzeby drugiego etapu by zależeć od czegoś wewnątrz siebie, stał się podatny na łaskę. Redukcja do zera uczyniła go bezbronnym, ale nie bez wsparcia.

Bez szukania, bez próbowania, spontaniczna siła życia powoli staje się oczywista. To ta sama tajemnicza siła, która bije w jego sercu, porusza jego myślami i rozświetla jego sny w nocy.

Odkąd poczuł bezcelowość życia kierowanego przez innych jak i przez własne niekończące się myśli, jest otwarty na to, by żyła nim inna siła, siła prawdy, siła, która zawsze nim żyła i która żyje nim właśnie teraz. Jakkolwiek nazwałby tę siłę, jest to siła samej egzystencji, bezpośredni przepływ i uczucie istnienia.
To tym właśnie jest, nawet kiedy zawodzą go jego przyjaciele i jego koncepcje. Jest tym, który w nocy jest świadkiem jego snów i aktywności podczas dnia. To jest siła istnienia lub świadomość, która jest stała podczas wszystkiego co doznaje. To tym właśnie jest, zawsze, choć niczego nie kontroluje.
Podczas kryzysu bezcelowości uświadamia sobie, że jego wewnętrzny świat i jego świat zewnętrzny są wyraźnie poza jego kontrolą, i że śmierć jest nieunikniona. Więc robi jedyną rzecz, którą może. Poddaje się, poświęcając wszystkie doświadczenia, wewnętrzne i zewnętrzne, na rzecz jednej siły, która tworzy, utrzymuje i rozpuszcza wszystkie jego doświadczenia.
Mężczyzna trzeciego etapu spoczywa w obszerności swojej mocy. Ta siła żyje nim. Dlatego jego działanie jest spontaniczną prawdą. Jego domem jest pełnia miłości, brak oddzielenia.

Kiedy mężczyzna trzeciego etapu zapomina o swoim domu i tymczasowo wędruje w poszukiwaniu, zawsze budzi się do tej samej chwili: tej żywej chwili, teraz, spontanicznie powstającej, świetlistej jak obiekty w niej i świadomej jak jej świadek. Uświadamia sobie, że ta żywa chwila zawsze się sobie ukazuje. Ta chwila ani od niego nie zależy, ani nie jest od niego niezależna, lecz powstaje, spontanicznie i świadomie, włączając niego.
Jego poszukiwanie zawsze się rozpuszcza w przeczuciu nie-oddzielenia, rozkosznej jedni, miłości. Trwa jako wolna świadomość, w której pojawia się ta chwila. W pełni dojrzały mężczyzna trzeciego etapu uświadamia sobie, że jego naturą jest wolność, zawsze przekraczająca, obserwująca i włączająca to, co się pojawia."

 David Deida Żródło: http://www.deida.pl/

czwartek, 2 maja 2013

Migawka z Kalambura

-->


Życie tak się przeplata - w jednym momencie ktoś przeżywa radość i uniesienie całując nowo poznaną kobietę, a osoba przy sąsiednim stoliku właśnie rozstaje się z kobietą swojego życia. Ja dziś jestem neutralny i nie ma we mnie emocji. Wibruje we mnie życie. We krwi krąży nikotyna zmieszana z yerbą. Wyciszyłem umysł mimo knajpy pełnej ludzi i intensywnej muzyki w głośnikach. Trwam w bezkresności wibrującego szczęścia, jak osobna planeta w całej galaktyce. Jestem nikim,bo nawet nie potrafię ogarnąć swojej fizyczności. jak i wszystkim, bo zakorzeniony w życiu.


Koło mnie tańczy kobieta, której dałem kiedyś dar swojej seksualności, próbując skusić mnie ponownie sobą. To też mnie nie dotyczy, mimo ogromnej energii seksualnej w ciele. Trwam - to najlepsze określenie jakiego mogę teraz użyć...sam i jednocześnie we wszystkich. Spowolniłem maksymalnie swoje ruchy i reakcje do minimum. Biorę głęboki wdech łapiąc woń kadzidełka,które piękna kobieta przeniosła koło mnie... i wydech, gdzie wszystko co nietrwałe umiera we mnie. Taki najmniejszy cykl życia i śmierci...




8 styczeń 2011r.

Koan






"Mimo swoich nieskończonych zalet, posiadam też nieskończoną ilość wad"


Ten koan przyszedł mi dziś do głowy, gdy goliłem się przed lustrem. Dlaczego koan? Bo wykracza poza logikę, zmusza umysł do wyjścia z trybów racjonalności.

Nieskończona pozytywność i nieskończona negatywność to nie pozorne zero, choć tak też jest.

Wychodzi ze skrajnego egocentryzmu w skrajny pesymizm, a jednocześnie przekracza ten stan rzeczy.

Jest jednocześnie prawdziwy, jak i jednocześnie fałszywy; jest na pierwsze wrażenie śmieszny, a w kolejnym momencie staje się głęboki.

Jest jednoczesnym paradoksem i zwykłym zlepkiem słów, jak i głęboką pozarozumową wiedzą.


Nie staraj się tego zrozumieć, bo koanów nie można objąć rozumem - bardziej poczuć. Niech kiełkuje w tobie,aż do momentu pojęcia "całym sobą" Słowa są tu nieistotne - są tylko drogą, aby to przekazać. Same w sobie nie mają żadnej wartości

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Zwątpienie


Gdy nie zasłonisz świata słowami i etykietkami, powróci do twojego życia poczucie wspaniałości, które zagubiło się dawno temu, kiedy ludzkość, zamiast używać myślenia poddała się jego władzy. Twoje życie znów nabierze głębi. Rzeczy odzyskają swoja świeżość, nowość. A największym cudem i wspaniałością jest doświadczanie własnej istoty jako poprzedzającej wszelkie słowa, myśli, etykietki nadawane przez umysł, wyobrażenia.
Aby tak się stało, musisz wycofać swoje poczucie ja, poczucie istoty, ze wszystkich rzeczy, z którymi się ono zmieszało, to znaczy – z którymi się utożsamiło.”

E. Tolle „Nowa Ziemia”



Wychodzę właśnie z kryzysu, który dotknął mnie na wielu płaszczyznach życia. Od miesiąca jestem bez stałej pracy, dopadły mnie znów uczucia zwątpienia, bezradności, wkradło się lenistwo i zniechęcenie. Odczuwałem brak bliskości ze strony kobiet, które po części sam wybrałem, a z drugiej strony nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Znów zacząłem nadużywać alkoholu wpadając w nieświadome schematy.

Wszystko co kochałem porzuciło mnie, lub przestało nasycać, wzbogacać. Jak zawsze w takich sytuacjach pojawiło się zamknięcie mojego serca i jeszcze większy ból egzystencjalny. Zewnętrznie mogłem sprawiać wrażenie radosnej osoby, ale wewnętrznie czułem ogromny nieład. To z czym identyfikowałem swoją osobę przestało mieć jakakolwiek dla mnie wartość. Zamiast skupić się na swoim wnętrzu, aby poczuć źródło problemu, automatycznie zacząłem zagłuszać ten stan, na wszelkie znane mi sposoby.

Apogeum nastąpiło z piątku na sobotę zeszłego tygodnia. Poszedłem „w pogo' z alkoholem i kobietami. Wydałem wszystkie pieniądze, które miałem ze sobą, oraz te znalezione przy barze na podłodze -było tego na trzy piwa. Pojechałem z jakąś kobietą taksówką na drugi koniec miasta, bardzie z obojętności na to co się stanie niż z jakichś konkretnych chęci.

Głowa mi pękała i chciałem jak najszybciej pójść spać. Było mi już wszystko jedno, ale nie spodziewałem się że wyrzuci mnie z domu. Powrót był dla mnie katorgą w oślepiającym blasku dnia i pękającą od alkoholu i papierosów głową. Głowa mi nie pękła, ale coś we mnie innego się rozsypało. Wyszły ze mnie gniew i gorycz, rozżalenie.

Formy pękły, niczym banka mydlana. To wszystko przeciw czemu się opierałem i do czego nie chciałem się przyznać w końcu znalazło ze mnie ujście. Czułem że gorzej już nie może być i była to prawda. Od tego zaczęła się przemiana, która zaowocowała tym że zacząłem po raz pierwszy w tym roku pisać na tego bloga.

Wczoraj zrezygnowałem z facebooka. Zostawiłem co prawda mój profil podróżniczo- przemyśleniowy, ale nie ja już nim będę zarządzał, bo nie mogę bez konta osobistego tego robić. Uświadomiłem sobie podczas bezsennej nocy jak wiele czasu traciłem na tą formę wirtualnej aktywności, dostając namiastkę spotkań, wydarzeń, przemyśleń itd.


„POWER IS BACK” i czuję się z tym coraz lepiej, po odrzuceniu etykietek i oddaniu się temu co niesie chwila i impulsy wewnętrzne. Będę miał czas na przygotowanie do nowej edycji „Fullmana” a co za tym też idzie na głębsze i pełniejsze wejście w temat, który od kilku lat bardzo mnie intryguje i interesuje. 

 

poniedziałek, 24 września 2012

Rozmyślania nad "Matrix-em"

źródło: http://uddhamsoto.files.wordpress.com/2011/05/matrix2.jpg?w=640&h=480


Zastanawiałem się dzisiejszego dnia, nad pojęciem, które pojawiło się w kulturze po filmie "Matrix". Używa się go w wielu sytuacjach niby mówiąc o istniejącym zjawisku ograniczeń człowieka we współczesnym świecie, ale najczęściej temat jest poruszany z przymrużeniem oka.

Przypomnijmy, że filmowy pierwowzór, był systemem kontroli i hodowania ludzi, jednocześnie tworzącym złudzenie realnego życia, poprzez mentalne projekcje sztucznego świata, który przestał istnieć. Ludzie nie byli świadomi swojej realnej sytuacji, gdzie ich głównym fizycznym przeznaczeniem. było dostarczanie energii światu maszyn. Pojawiła się jednak garstka wybrańców, którzy walczyli o wyzwolenie ludzi.

Dla mnie kulturowy matrix jest "nieświadomością", która jest szeroko obecna w życiu ludzi.

Różne systemy, na różne sposoby podsycają pragnienia, obawy, nałogi, uzależnienia i przyzwyczajenia.

Nieświadomymi ludźmi łatwiej się steruje i manipuluje i nie jest to zjawisko, które pojawiło się w naszych czasach, ale trwa od wieków, choć zakresy wolności i swobody coraz bardziej się ograniczają. Najwięcej "nieświadomości" wbrew pozorom jest w miastach, gdzie ludzie żyją w sztucznym środowisku, w oderwaniu od swoich biologicznych predyspozycji. Żyją w różnych systemach - od medialnych, finansowych po religijne.

Wróciłem do miasta, zacząłem pracować zarobkowo, korzystać z różnych systemów - od komunikacyjnych po finansowe ( np. wypłatę będę miał w sposób wirtualny, przelewem na konto ). Dalej jednak jestem obserwatorem, co pomaga mi nie wchodzić nieświadomie w "system", choć jednak z niego korzystam.

Najbardziej zaskakuje mnie, jak życie w mieście zwiększa ilość potrzeb, jak uzależnia finansowo, gdzie każdy ( poza "Wybrańcami" ;) ) chce jak najwięcej zarabiać, by jak najwięcej wydawać. Przykład znalazłem bardzo blisko siebie, bo w pracy.:  

Znajomy ciągle narzeka, że razem ze swoją dziewczyną mają budżet prawie 4 tyś. złotych, za mieszkanie płacą prawie 1,5 tyś. i ledwo starcza im do końca miesiąca, aby zostały im jakieś środki. Jednocześnie z tego co zauważyłem, lub mówił pali, kupuje drogie produkty, często jada w restauracjach, chodzi do kina kilka razy w tygodniu itd.

Wspominał też, że w tym roku zrezygnowali z wakacji, bo nie było ich na to stać - dla pocieszenia powiedziałem mu ( trochę i tak zawyżoną sumę,by go nie dołować ) ile ja wydałem przez dwa miesiące w czasie podróży.

Nauczyłem się, że nie ma najmniejszego sensu uświadamiać ludzi słowem, pocieszać ich gdy narzekają, a nie widzą realnie swojej sytuacji, bo nie chcą tego rozumieć i prawda jest taka, że jest im wygodnie w byciu nieświadomym. Nie da się na siłę kogoś uszczęśliwić, nie ma sensu komuś doradzać w życiowych rozterkach, bo jeśli nie mamy osobistych doświadczeń, to nie zrozumiemy co jest dla nas dobre a co nie, tym bardziej że to zawsze indywidualna rzecz. 

Jedyne co można zrobić, to myśleć o nich ciepło i nie odwracać się, a swoim życiem pokazywać alternatywy i to co jest w ludziach nieświadome ;)

źródło: https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiGEHPyGft2tUVVNgSKIW-WN3rAbiCjE5FkvdOc0szk9cpSFxsPm-Nt4g_yuvGWYKQsKm2eQ_R5zSLqAUla27j0DAavvdrV5CVUlLDrXB3tchHlb5obltUeBqYrSEIVkXWlIjoKOQ1f4S3E/s1600/matrix.jpg


piątek, 21 września 2012

Przemyślenia z autobusu

Wracam z pracy- zmęczony. Dziś mój siódmy dzień maratonu z dziesięciu. Dzień był deszczowy i męczący, choć wbrew pozorom bardzo owocny – uświadomiłem sobie to co nieświadome, we mnie i na zewnątrz w ludzi.

Pracuję z pewną kelnerką, która ma dużą chęć rządzenia, lubi pokazywać swoją władzę, którą sobie zdobyła i to wywoływało we mnie odruchową złość; choć jednocześnie pojawiały mi się w głowie różne fantazje erotyczne na jej temat.

Uświadomiłem sobie jak moje do tej pory uśpione ego zaczęło się bronić, nie chcąc być w podrzędnej roli wobec niej – moje biedne, niedowartościowane ego boi się atrakcyjnej kelnerki i musi się bronić, aby przynajmniej być w pozycji równorzędnej ;D

Przypomniały mi się słowa Jezusa, który powiedział o sposobie złamania tego typu schematów ego i odebranie energetycznej władzy nad sobą :

Lecz On rzekł do nich: «Królowie narodów panują nad nimi, a ich władcy przyjmują nazwę dobroczyńców. Wy zaś nie tak [macie postępować]. Lecz największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa! Któż bowiem jest większy? Czy ten, kto siedzi za stołem, czy ten, kto służy? Czyż nie ten, kto siedzi za stołem? Otóż Ja jestem pośród was jak ten, kto służy.”

Łk 22. 25-27