Translate

poniedziałek, 4 maja 2015

Zimowa migawka



Przyprószyło śniegiem. Nie mogłem wysiedzieć w domu. Wybrałem się na yerba mate do Kalambura. Ulice puste, bar pusty jak na swoje możliwości.

Znów się wypróżniam umysłowo. Sklecam nieskładnie słowa, próbuję przetrwać.

Wahałem się czy dziś tu przyjść i nawet zawróciłem po drodze – przeszedłem 500 m. i zawróciłem znowu. Za zimno w parku aby wysiedzieć, tyle ile potrzebuję,aby się oczyścić.

Spotkałem Stacha i na jutro umówiliśmy się na wypad na Ślężę – mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie, bo mam dość miasta. Duszę się i męczę w tej przestrzeni, z małymi jedynie wyjątkami.

Piszę przy blasku świecy – tak bardzo lubię to delikatne, migające światło; w umiarkowanych oparach dymu nikotynowego ( mało ludzi jest ).

Nie wiem po co te słowa, nie wiem czy kiedykolwiek ktoś to przeczyta – nie ma to tak naprawdę znaczenia. Oczyszcza mnie to, a dodatkowo wychodzi ze mnie to, co przykrywały myśli – pragnienia.

Odkryłem że chcę napisać kolejny listo do Myszy, który z braku innych możliwości wyślę e-mailem ( o ilę w ogóle wyślę ). Nie lubię tej formy korespondencji, bo elektroniczne listy są odarte z tylu informacji, z żywiołowości jakimi się pisze, z zapachów, kolorów. Nie znam jednak innej formy tekstowej, która dotrze do niej gdy jest w Indiach, ciągle w innym miejscu, z nieczęstym dostępem do internetu.

Kończę więc pisanie urywając w tym miejscu, bo nosi mnie już myśl o liście i wiem, że nie skupię się dalej nad tymi słowami. Nie wszystko ma puente...

Kalambur 7.01.2015 r.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Miejski Survival

Piję. Dziś uświadomiłem sobie dlaczego. Główną przyczyną jest brak adaptacji do otaczającej rzeczywistości. Po powrocie z podróży i życiu we Wrocławiu wszystko mnie nudzi, jest szare, bezbarwne, monotonne, znane. Piję aby odreagować. Piję aby się ogłupić. Piję aby uciec, piję aby nie tęsknić...

Czas mija, dni mijają mi w bezładzie, w pracy. Nie stresuję się, ale „nie czuję” tego co mnie otacza, nie identyfikuję się z niczym i z nikim – nawet z innymi pijakami.

Mam dość po miesiącu. Wszystko co robię ( schematycznie ), jest tylko najprostszą formą przetrwania. Wiem że się wyniszczam, wiem że to do niczego dobrego mnie już nie prowadzi, nie wzbogaca mnie. Miejski survival i trauma po powrocie. Godzę się na to, bo wiem, że tam gdzieś jest wiosna, są góry, jest namiot i przestrzenie stworzone do życia. Wiem, że gdzieś tam jest kobieta, którą kocham, gdzieś tam jest następna podróż. Wiem że „nie wiem” jak inaczej, albo raczej nie szukam innej drogi. Wszystko mi jedno i to jest „przerażające”.

Na zewnątrz wiatr i marznący deszcz. Miałem iść do domu, ale wybrałem namiastkę życia, namiastkę wyboru po pracy. Czas na zapomnienie, odreagowanie, relaks przy ciemnym piwie w cieple kominka. Chwila wyrwana z doby na odczuwanie ( zaburzone ) życia. Jestem tu, bo w domu czuję się jeszcze bardziej samotny. Obcy wśród swoich. Obcy mentalnie. Nie chcę tam siedzieć i myśleć – znów do pracy.


Bałagan 22.12 2014 r.  

poniedziałek, 2 lutego 2015

Pragnienia









Nie zadręczaj się przeszłością. Poczuj miejsce, z którego płynie twój ból:
-jeśli to serce, to staraj się otworzyć, zaakceptować to co się pojawia; kochać mimo bólu
- jeśli to „gardło”, to staraj się wyrażać, otwórz mowę; opowiedz bliskim o tym co cię dręczy.

Źródłem psychicznego bólu jest brak. W tym jednak jest „ukryte dno”, coś czego normalnie nie widać. Jeśli brak, to w porównaniu z czymś z przeszłości, lub z czymś co sobie wyobrażamy, a więc z przyszłością ( wyimaginowaną ). Jeśli brak, to i pragnienie, aby nie było tego poczucia „niepełności”.

Człowiek ciągle jest uwikłany w pojęcia: „więcej”, „mniej” i rzadko kiedy akceptuje to co jest.

Nigdy nie będziesz spełniony, według tych kryteriów; nigdy nie osiągniesz pełni, bo nie da się jej osiągnąć. Możesz jedynie ją poczuć, możesz mimo pragnień ich nie spełniać, albo przy powracającym notorycznie „problemie: spełniać je, ale czujnie. Obserwować jak po spełnieniu, to złudzenie „pragnienia” okazuje się tylko maską, fasadą, mirażem nie dając spełnienia, a jedyni bardzo krótkie nasycenie.



Wyjść poza zachowania „odruchowe”, zadawać sobie pytanie: „Czy naprawdę tego potrzebuję, czy jest mi to niezbędne”. Jedną z zalet ascezy jest odmawianie sobie. W jakim celu? Aby zbadać, poczucie braku, aby poczuć świadomie pragnienia.

Pragnienia są fizyczne, lub materialne, więc i tak sprowadzają się do fizyczności, bo jej dotyczą, w kwestii komfortu lub samopoczucia. Sęk w tym, że nie ma bezwzględnego dobra lub zła w tym świecie, a jedynie jego złudzenia. Wszystkie te pojęcia są jedynie kompromisem, czymś co rozróżniamy ze względu na skutek, na nasze odczuwanie tego, lub na wpływ na otoczenie.



Czym zatem się kierować?

Odkrywaniem siebie i istoty jaką jesteśmy; przekraczaniem pragnień i akceptowaniem świata w jego naturze, ale w połączeniu z dokonywaniem ciągłych wyborów ( nieważne czy będą słuszne czy nie ).

Jako że jesteśmy gatunkiem, który ma predyspozycje do przekraczania natury pragnień, możemy ( a wręcz powinniśmy ) ponad nie się wznieść ( choć one nie znikną, a będą jedynie pewnym echem natury, którą w sobie mamy ), możemy zrozumieć naszą istotę, która może wyzwolić się z tego co fizyczne, będąc jednocześnie do końca w ograniczoności tego świata. Możemy odkryć na nowo naszą Boską naturę, która została nam dana, jednak myliliśmy drogi, które do niej prowadzą. Każde doświadczanie doświadczenia, staje się po jakimś czasie puste. Czy to substancje psychoaktywne, alkohol, żądze, określone zainteresowania i pasje. Wszystko w którymś momencie się wypala i nie mamy punktu odniesienia, bo nie możemy się już identyfikować z naszym „starym ja”. Możemy do tego wracać, ale znajdujemy w tym już tylko pustkę. Nic nas nie wzbogaca w doświadczaniu.



Wszystkie religie są jedynie drogowskazami ( przynajmniej te które w jakimś stopniu poznałem ). Nie są absolutne, ani prawdziwe, bo słowo i tradycja jest już skażone przez interpretację. Mają jednak rdzeń, który prowadzi do Ducha.



Przykładów na życie mamy aż nadto wiele, by wprowadzać nowe wskazówki. Naszym problemem jest nie tyle brak wiedzy, ale jej nadmiar. Kosmopolityczne społeczności czerpią z wielu gałęzi, ale nie są w stanie wejść głębiej, a jedynie przyswajają to co najbardziej atrakcyjne z danych kultur. Kiedyś szukałem „drogi” w buddyźmie, szamaniźmie, zen, po czym wróciłem do korzeni – chrześcijaństwa przekraczając je jednak.

„Tak naprawdę, jest tyle religii co ludzi na świecie” jak powiedział Mahatma Gandhi. Jezus mówił o poznawaniu po owocach czynów i to jest wystarczające. Wszystkie złudzenia, wszystko co „niepełne” będzie rodziło ból i cierpienie. Poszukiwanie Ducha jest poszukiwaniem siebie i odrzucaniem złudzeń.



Przykładów na życie mamy aż nadto wiele, by wprowadzać nowe wskazówki. Nie musimy też odrzucać tego świata i chować się przed nim w pustelniach ( choć to dobre punty obserwacyjne ;) ), a jedynie go przekroczyć odrzucając złudzenia i odnaleźć w sobie „zagubiony skarb / Świątynię Boga „ - naszą „właściwą naturę”




Z drogi św. Jakuba 21.10.2014 r Niederied ( Szwajcaria)

środa, 27 sierpnia 2014

Błogosławieństwo

"Oświecony jest poza jednością,poza oddzieleniem
radosny poza radością i brakiem radości
Wędruje spokojnie przez ziemię, doświadcza
wewnętrznego szczęścia w swym wnętrzu."
                                               Advahuta Gita 7.9



To co się dzieje przez ostatnie dni jest praktycznie dla mnie nie do pojęcia. Codziennie spotykam na swej drodze ludzi, którzy mi pomagają,karmią mnie. Testuję regionalne piwa, dzielę się z innymi tym co mogę, choć nie ma tego wiele.

Staram się nie przywiązywać do tego, nie oczekiwać niczego i akceptować to co się pojawia. Traktować to co umysł postrzega jako negatywne i pozytywne na równi.
Cała forma przemija i zaczynam to rozumieć wewnętrznie. Przestaję, krok za krokiem, identyfikować się z formą, która mnie otacza, ale jednocześnie nie odcinając się od niej; mocniej zakorzeniać się w przejawach życia, mieć otwarty umysł bez etykietek dobre/złe, przyjemne/nieprzyjemne. Staję się przestrzenią ( albo raczej dostrzegam to teraz ) dla wydarzeń. Proszę tylko o to, co niezbędne dla życia, a czasami o to co relaksujące ( mam jeszcze słabość do relaksu płynącego z używek), ale nie uzależniam się od dobrobytu, lub jego braku.

Czasami mam pieniądze, czasami nie. Jedzenia mam na dzień, lub na kilka dni - nie jest to jednak ważne.

Dziękuję jednak za to wszystko, za co mogę tylko dziękować (łącznie z nieprzyjemnymi momentami), lub pamiętam o tym aby to robić, gdyż wszystko czegokolwiek doświadczam staram się traktować jak dar, łącznie z życiem i moim istnieniem w Nim.

Nic nie jest moje, choć niektóre rzeczy wędrują razem ze mną, krócej lub dłużej, pomagają mi i służą, a wszystko jest zawsze doskonałe i kompletne, bo inne nie istnieje. Jestem bardziej przestrzenią, przez ostatni czas,niż formą.

Równolegle z przestrzenią fizyczną, którą przemierzam, pogłębia się też przestrzeń duchowa. Zasłony nieświadomości zaczynają coraz częściej opadać i dostrzegam "belkę w swoim oku" zamiast drzazgi w oczach bliźnich - godząc się z tym. Wtedy staje się balastem, który odrzucam. Ciężko mi wyrazić ten stan, w który wchodzę, ale jest na pewno w tym ufność.

Owszem mam w tym satysfakcję, ale nie z tego co się "dokonuje" we mnie, ale z czystego doceniana tego co istnieje i co się pojawia. Proste przyjemności są dalej miłe, ale są czynnikiem ubocznym.

Bariery językowe nie są przeszkodą, ale czymś co pozwala wznieść się ponad słowa i koncepcję z czystym umysłem.

Bądź pochwalony Boże za wszystko czym mnie doświadczasz

Bawaria(okolice Waldmünchen ) 24.07.2014 r.